wtorek, 21 października 2014

3. Gwiazdy

Obudziła go nieznośna cisza.
Pikanie maszyn ustało. Nie wiedział tego, po prostu czuł, że coś jest nie tak. Próbował obrócić głowę w lewo. Nie mógł.
-Zaraz..
Wyrwał rurki tlenowe z nosa i rzucił się na podłogę, wywracając przy tym wątłe, szpitalne łóżko i kroplówkę, której, mimo rozpaczliwych prób, nie umiał się pozbyć.
-Spokojnie. Jak się opanujesz, dasz radę ze wszystkim. Jezu, nic nie widzę...
Podpełzł po omacku do małej, zielonej lampki na sporym urządzeniu przy oknie i delikatnie wyjął rurkę kroplówki z 'motylka'. Czy jak się to cholerstwo w jego ręce nazywało.
-Po co się było tak szarpać, idioto?-wymamrotał, zlizując krew z ust.
Trzeba się stąd wydostać. Gdziekolwiek był.
-Max?
Odskoczył z przerażenia, uderzając przy tym głową w parapet.
-Dobrze się czujesz?
   
                                                                                 ★


W granatowe niebo wzleciała chmura szarego, papierosowego dymu.
-Kiedy ostatnio patrzyłeś na gwiazdy?
Stali na betonowych schodach przy tylnym wejściu i czekali. Mike miał dyżur, a ona...Nie lubiła domu. Zwłaszcza wieczorem.
-Na pewno przed rozpoczęciem pracy tutaj...
Zaciągnęła się i rzuciła niedopałek na brunatną trawę. Wyglądał jak gwiazda. Małe, czerwone światełko. Choinkowa lampka. Nie wolno im było palić.
-Idź do domu, Jenny. Jest już późno...
-Nie szkodzi. Posiedzę tu z tobą.
Mimo, że akurat stali.
-Nie zamierzasz wracać?
Pokręciła przecząco głową.
"Zaraz wybuchnę"pomyślał. Nie potrafił znieść tej ciszy. I jej smutku...Zmieniła się.
-Przepraszam-wyszeptał-Naprawdę mi przykro. Tak chciałbym ci pomóc...W końcu jestem twoim przyjacielem.
Strzepała resztki popiołu z płaszcza i otworzyła skrzypiące, szklane drzwi.
-Idę sprawdzić co u młodego, ok?
Michael usiadł, opierając się plecami o poręcz. Nie próbował jej zatrzymywać.
-Debil...Ale ze mnie debil...
Przecież ona tak bała się litości.

                                                                               ★

-Brakowało tylko wstrząsu mózgu...
-Wstrząśnienia.
Jenna spojrzała na chłopca badawczo.
-Słucham?
-Wstrząśnienia-odparł-Powinno się mówić wstrząśnienia.
Westchnęła głośno i wyruszyła ramionami. W szkołach najwyraźniej nic się nie zmieniło. Kolejne pokolenie napychane jest bezużyteczną, wyspecjalizowaną wiedzą. Tak przynajmniej to wyglądało.
-Zaraz ci wszystko wytłumaczę...Twoi rodzice mieszkają tutaj, nie? Znasz ich numer telefonu?
Najwyraźniej nie miał wstrząśnienia mózgu, bo pięć minut później Jenna dodzwoniła się do jego matki. Kobieta o miękkim, niskim głosie. Z lekkim południowym akcentem. Kalifornia?
-Dziękuję pani za informacje...Tak się cieszę, że nic mu nie jest! Straciłam rok temu ojca, a wczoraj wuja. Co prawda dawno z nim nie rozmawiałam. Konflikt...Ale jednak! A teraz jeszcze syn! To byłby zbyt wielki cios. Ja...Nie mogę...Boże, dzięki Ci!
Chwila.
-Przepraszam, że dopytuję...Pani wuj?
-Profesor postrzelony wczoraj w nocy...Przeprowadzacie państwo sekcję zwłok...Kojarzy pani?
Jenna upusciła telefon na laminowaną podłogę.
Max był krewnym profesora!
-Ciekawe ile jeszcze żyć padnie ofiarą czyichś ambicji...
Podniosła komórkę i wybrała numer Michaela. To nie mogło czekać do jutra.
Bo jutro może nigdy nie nadejść.

3 komentarze:

  1. zajebiste , tyle mogę powiedzieć, po prostu świetne !! czekam na nowy, weny :* a tu masz mój : http://lostitalll.blogspot.com/ mam nadzieję że przypadnie ci do gustu ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, hej! Tutaj Huncwotka z bloga o Scorose :3 Skomentowałaś mi post, więc ciekawa wpadłam do ciebie poczytać sobie troszkę ^^ Bardzo podobają mi się opisy i świetne zakończenie! Czekam na next :3
    a tak z innej beczki u mnie już jest nowy rozdział Scorose więc zapraszam do czytania i komentowania! Weny! ;)

    OdpowiedzUsuń