Komórka Jenny zaczęła wibrować. Mike czasami pisał lub dzwonił, gdy
widział światło w oknie jej gabinetu, wychodząc z pracy. Około
dwudziestej trzeciej.
-Jenny-powtarzał wtedy-powinnaś iść do domu.
Przepracowanie naprawdę nie sprzyja twojemu zdrowiu, uwierz mi, znam
się, w końcu jestem lekarzem...
Westchnęła i wyciągnęła rękę po telefon.Numer nieznany.
-Halo?-rzuciła, usiłując podnieść z podłogi długopis.
-Cześć.
Kto by się spodziewał.
-Jared? Co ty...W co się znowu wpakowałeś?
-Posłuchaj-zaczął zachrypniętym głosem-czy mogłabyś mnie jutro przenocować?
-Przecież miałeś być w Nowym Jorku...
-Jak
się jednak domyślasz, nie jestem. Pomóż mi. Nie proszę cię przecież o
pieniądze czy prawników, tylko o kawałek podłogi na terenie twojego domu
i prześcieradło. Odmówisz tego własnemu bratu?
Jared miał
dwadzieścia trzy lata i był synem jej matki. Z drugiego związku, równie
nieszczęśliwego co ten pierwszy. Ogółem kobiety w jej rodzinie pakowały
się w kłopotliwe relacje i sytuacje częściej, niż powinny, ona sama
urodziła Victora w wieku szesnastu lat. Nieważne.
-O której zamierzasz przybyć?-odpowiedziała po chwili, głośno wzdychając-I czy mam cię odebrać z dworca?
-Coś koło dwudziestej. Gdybyś mogła...
W głowie widziała ten jego uśmiech, uśmiech dzieciaka, który narozrabiał i próbuje przekonać dobrotliwego dorosłego do zachowania tego w tajemnicy przed mamą. Uśmiech nastolatka, który prosi sympatycznego barmana na imprezie, by przymknął oko na wiek gościa.
-Dobrze. O dwudziestej na dworcu.
-Dzięki, jesteś wspaniała. Od razu widać, że moja siostra.
-Ok, rozłączam się, bo gadamy na twój koszt, a dragi same się nie kupią.
-Co ty...
Nie
dała mu dokończyć. Ona znała prawdę i on o tym wiedział, ale jakaś
niepisana etykieta kazała brnąć w powtarzające się, niewyszukane
kłamstwa.
Ciekawe, w co się znowu wpakował.
*
-Jenny!-Mike biegł po korytarzu driftując na zakrętach, raz się nawet potknął.-Nie uwierzysz!
-No? Co się stało?
-Próbki DNA. Udało nam się natrafić na nie w przypadku trzech ofiar.
-Przecież sekcje zwłok przeprowadzono już dawno...
-Tak-powiedział,
nie ukrywając podniecenia-ale miałem jakieś dziwne przeczucie i kazałem
sprawdzić jeszcze raz. W tych napisach, które wyryto czymś ostrym...Tam
było czyjeś DNA, w dwóch krew, w jednym ślina. Pamiętasz, jedno ciało
było pogryzione...
-Cholera, nie przypominaj mi. Ale co w związku z tym?
-Te
próbki należą do dwóch różnych osób i na sto procent nie jest to nikt z
policji, ludzi, którzy znaleźli ciało, czy lekarzy. To mordercy. Co
więcej, udało nam się ustalić tożsamość jednego ze sprawców, tego od
ukąszeń. To Duncan Matters, od dwóch lat przebywa regularnie pod opieką
psychiatry po tym, jak w wypadku stracił żonę i dzieci. Psy i paru twoich kolegów już go przesłuchują, podobno wszystkie dowody wskazują na niego.
-Niemożliwe. Aż tak łatwo?
-Jest też zła wiadomość. Podczas gdy zajmowałaś się Maxem, przywieziono kolejną ofiarę. Tu już brak wskazówek.
Nareszcie. Śledztwo stało od kilku miesięcy, w końcu zaczęło się posuwać do przodu.
-Gdybyśmy
byli leniwi jak policjazwalilibyśmy na tego typa wszystkie morderstwa i
tyle. Ale wszystko, co wiemy dotychczas, wskazuje na kilku
sprawców-stwierdziła Jane, przykładając palec do ust. Zawsze to robiła,
gdy usilnie się nad czymś zastanawiała.
-Coś tak czuję, że jesteś bardzo głodna.
-Jestem-powiedziała przełykając ślinę-ale w domu nie mam nic.
-Możemy pojechać to całodobowego maca i porozmawiać o życiu-zaproponował Mike-co ty na to?
-Jestem za.
Pół godziny później siedzieli już przy małym, brudnawym stoliku pochłaniając frytki i burgery.
-Opowiedz mi o swoim życiu-zaczął Mike, składając ręce w piramidkę i parodiując profesjonalnego psychologa.
-Dziś zadzwonił do mnie Jared.
-Twój kochany braciszek?
-Tak.
-Czego chciał? Pieniędzy? Alibi?
-Przestań, nie jest przecież przestępcą...Nie, no dobra, jest, tylko trochę inaczej. Zapomniałam.
Jared
był hackerem. Choć z łatwością mógłby zdobyć godziwą pracę, jako
wykształcony, pomysłowy, młody człowiek, wybrał taką drogę. Zarabiał
krocie, ale wpadając cały czas w tarapaty szybko je tracił.
-A co u ciebie, Mike?
-E tam...
-No nieźle. Nawet mój najlepszy przyjaciel nie chce ze mną gadać.
Spędzili
około dwóch godzin na nieszczególnie sensownych pogaduszkach. Fajnie.
Fajnie poudawać, że jest się normalnym człowiekiem.
Prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz